W 1925 roku Witkacy założył jednoosobową pracownię malarską pod nazwą "Firma Portretowa S.I. Witkiewicz". Razem z Tymonem Niesiołowskim zorganizował wystawęFirmy w warszawskim Salonie Garlińskiego. Wstęp do katalogu napisał sam.
PARĘ DOŚĆ STOSUNKOWO LUŹNYCH UWAG O PORTRECIE W OGÓLE I MOICH PORTRETACH W SZCZEGÓLNOŚCI
Wystawiam tego roku same portrety, ponieważ moich kompozycji nikt nie ceni, nie potrzebuje i nie kupuje, a krytyka je przemilcza albo pisze o nich rzeczy nieistotne, a nawet czasem bzdury. Portret może być tak samo dziełem Czystej Formy, jak pejzaż, martwa natura czy kompozycja - może, ale dziś przeważnie nie jest. Przedmioty wyobrażone na obrazach to tylko wskaźniki napięć kierunkowych mas kompozycyjnych. Ale są różne stopnie zużytkowania natury. Albo się jej człowiek poddaje i wtedy nie jest artystą, albo używa jej tylko jako pretekst - między tymi ostatecznościami jest cała skala wartości pośrednich. Dawniej artyści nie potrzebowali zawiłych kompozycji i napięć
kierunkowych i mogli, nie deformując rzeczywistości popularnej (tę jedną uznaję z czterech rzeczywistości Chwistka), tworzyć dzieła Czystej Formy. Wylizany, jak przez cielę, portret Holbeina jest takim samym dziełem Czystej Formy, jak Kobieta z klarnetem Picassa. Ale Holbein tak samo wylizywał wszystko, całość obrazu i tworzył w tym wylizanym "ujęciu formy" (kiedyż to moje pojęcie zastąpi fałszywie stosowane pojęcie "techniki") przede wszystkim Czystą Formę był wielkim artystą o silnym i zdrowym "metafizycznym pępku", a nie wstrętnym kopistą natury albo zdegenerowanym i perwersyjnym artystą - malarzem dzisiejszym. Dziś większa część malarzy to bezmyślni naśladowcy natury, a nieliczni artyści to ostatni potomkowie wielkich dawnych rodów, konający w perwersji i obłędzie. i taka jest fatalność naszego rozwoju społecznego, że tylko w obłędzie i perwersji może być w pewnych epokach wielkość, po czym następuje koniec sztuki w ogóle. Holbein nie był wielkim, bo wylizywał obrazy, tylko dlatego, że wylizując tworzył bez kompromisu Czystą Formę.
Jedynym dziś okazem nienaciąganego naturalnego klasyka u nas jest dla mnie Ludomir Ślendziński - wylizuje i tworzy dzieła sztuki - rzadki okaz.
Portrety moje są w pięciu gatunkach:
- Typ A - najbardziej wylizany i najdroższy.
- Typ B - charakterystyczny. Pewne "uproszczenia", podkreślenia cech, robota mniej wylizana.
- Typ C- zbliżony do Czystej Formy, czyli z punktu widzenia krytyków i laików karykatura i deformacja. Wykonana przy użyciu C2H5OH. - Obecnie wykluczone. Będzie kiedyś wielką rzadkością.
- Typ D - to samo bez C2H5OH - i
- Typ E - intuicyjnie osiągnięty wynik typu A i B, bez kopiowania natury jako takiej, tzn. inne środki "ujęcia formy".
Ponieważ, jak mi to kiedyś w tramwaju powiedział Axentowicz, portrecista powinien mieć nerwy jak postronki, stworzyłem sobie regulamin, który ma pozory humorystyki, a jest wynikiem ponurych doświadczeń. Najtrudniej jest zadowolnić całą rodzinę: ciotka mówi, że lewe oko jest złe, babcia, że usta, a wuj, że nos. Najlepiej wygnać wszystkich, machać w obecności modela gumką w powietrzu i po chwili zawołać rodzinę znowu. Na pewno będą zadowoleni. w ogóle nigdy nie wiadomo, czym kogo za- dowolnić można. - "Ale czemu moja córeczka taka smutna" albo: "czyż ona jest taka brzydka", albo: "jestem stanowczo za ładna - wstydzę się męża" itd., itd. Porywa dzika rozpacz. Znałem pana, który wydarł mi węgiel i zaczął poprawiać rysunek, mrucząc z niezadowolenia.
Dlatego przyjąłem zasadę: K l i e n t m u s i b y ć z a d o w o 1 o n y. Wszelka krytyka i poprawki na żądanie są wykluczone, ale za to model lub jego otoczenie może odrzucić portret, o ile ten się nie podoba, i zamówić drugi, o ile ja to wytrzymam. Ale zaczęły się takie rzeczy, że np.: robiłem dwa do trzech rysunków, a następnie przyjmowano pierwszy, tak jak gdyby chciano mnie wypróbować, czy aby pierwszego nie robię tak sobie, a dopiero przyciśnięty przez chytrego klienta do muru, widząc, że go na złą robotę nie nabiorę, robię "naprawdę". Dlatego:
§ 2 - brzmi teraz:
Model zobowiązany jest przed zaczęciem portretu złożyć zadatek w sumie 1/3 ceny. w razie odrzucenia portretu, model traci zadatek.
Oczywiście, to nie stosuje się do ludzi, którzy z góry oświadczą, że nie będą stosowali wyżej wspomnianej metody. Ale najlepiej lubię powiedzenie: "Zapisz pan sobie numer telefonu i maluj pan, jak chcesz, he! he!" Takiemu klientowi ze wzruszenia czasem zupełnie normalny portret zrobię za psie pieniądze, jak za Czystą Formę.
Dalsze §§ brzmią:
3. Firma zastrzega sobie prawo rysowania bez świadków.
4. Portret nie może być oglądany aż do ukończenia.
5. Portrety kobiece o 1/3 droższe od męskich i dziecinnych.
6. Nie przyjęty portret przechodzi na własność firmy. Model nie ma prawa żądać zniszczenia portretu.
7. Technika jest mięszaniną: węgla, kredek, pasteli i ołówków (ewentualnie gwaszu i akwareli). Wszystkie uwagi techniczne są wykluczone.
8. Wykluczona jest wszelka krytyka, tak dodatnia, jak ujemna, bez specjalnego upoważnienia firmy, jak również żądanie jakichkolwiek poprawek.
9. Firma podejmuje się wykonania portretów poza lokalem firmowym jedynie wtedy, jeśli gwarantowana jest skrytka, w której firma może zamknąć nie dokończony rysunek i klucz wziąć ze sobą.
10. Firma udziela rad co do pakowania i oprawiania rysunków, ale nie podejmuje się wykonania tych rzeczy.
11 IV 1925 r.
 |
| Maria Nawrocka, 1926 r., przykład typu C |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz